Dwie i pół godziny snu, multum wypalonych papierosów, przeczytane 22 strony książki (która de facto już dawno powinna być skończona), dziesiątki łez, tysiąc cztery myśli, milion wspomnień i jeszcze więcej tęsknot - tak wyglądała moja dzisiejsza noc. Dwie puszki wypitego wcześniej piwa nie ułatwiły spokojnego, głębokiego i szybkiego uśnięcia. W ogóle nie jestem zmęczona, ani trochę. Popijam właśnie kawę, która ma za zadanie ułatwić mi dzisiejszy początek dnia w pracy ;).
Ostatnie dni nie nastrajały mnie zbyt pozytywnie, ciągły nerw, ciągłe smutki. Dzisiejsza noc być może okaże się lekkim przełomem w moim życiu. Celowo podkreślam, że lekkim, bo tak do końca nigdy nic nie wiadomo.
Zawsze po jakichkolwiek gniewach, kłótniach itp. następowała litania rzeczy "do poprawienia", litania sposobów "do naprawienia". Zawsze w myślach układałam plan podbudowania tego co poniekąd runęło, lub tylko obszczerbiło. A dziś nic... zupełnie nic... i tak zostanie. Nic nie będę robić, bo:
po 1 - okropnie mi się nie chce,
po 2 - po co, jak i tak grochem o ścianę,
po 3 - znudziło mi się,
po 4 - gdy coś nie wychodzi, lepiej zostawić i nic na siłę,
po 5 - są bardziej interesujące i piękniejsze rzeczy do zrobienia.
Sad but true... Co ma być to będzie, więcej ręki do tego nie przyłożę.
I jakoś mi dziś lżej z tym wszystkim... Jeszcze tylko z szafy wyciągnę dawno zapomniany uśmiech i będzie dobrze. I co z tego, że jesień i zaraz zima, skoro w domu i tak już od dawna te pory goszczą i wynieść jak na razie się nie zamierzają.
Ostatnie dni nie nastrajały mnie zbyt pozytywnie, ciągły nerw, ciągłe smutki. Dzisiejsza noc być może okaże się lekkim przełomem w moim życiu. Celowo podkreślam, że lekkim, bo tak do końca nigdy nic nie wiadomo.
Zawsze po jakichkolwiek gniewach, kłótniach itp. następowała litania rzeczy "do poprawienia", litania sposobów "do naprawienia". Zawsze w myślach układałam plan podbudowania tego co poniekąd runęło, lub tylko obszczerbiło. A dziś nic... zupełnie nic... i tak zostanie. Nic nie będę robić, bo:
po 1 - okropnie mi się nie chce,
po 2 - po co, jak i tak grochem o ścianę,
po 3 - znudziło mi się,
po 4 - gdy coś nie wychodzi, lepiej zostawić i nic na siłę,
po 5 - są bardziej interesujące i piękniejsze rzeczy do zrobienia.
Sad but true... Co ma być to będzie, więcej ręki do tego nie przyłożę.
I jakoś mi dziś lżej z tym wszystkim... Jeszcze tylko z szafy wyciągnę dawno zapomniany uśmiech i będzie dobrze. I co z tego, że jesień i zaraz zima, skoro w domu i tak już od dawna te pory goszczą i wynieść jak na razie się nie zamierzają.
