piątek, 25 września 2009

Tęsknoty w piątkowy wieczór...

Jest piątek wieczór. Siedzę przy kompie, popijam herbatę z miodem i cytryną (najlepsza!!!), czytam niezwykłe rozważania nad ludzką egzystencją świetnie opisywane przez Jarka Hebela  i cały czas myślę o Nim (przy okazji dołuję się słuchając smutnych wersów Grzegorza Turnaua - taki dzień, taki nastrój) - tak wiem nazbyt podzielna dziś u mnie uwaga hehe. I nic mądrego do głowy nie przychodzi by napisać.... Nie chcę znów narzekać, a dziś mam ku temu specjalne sposobności, bo ileż można. Z drugiej strony nic na to nie poradzę, że ostatnio tak się układa, iż same smutki nad głową się zebrały. Coraz mniej we mniej tej dziewczyny, która do niedawna z wiecznym uśmiechem na twarzy szła przez życie... Ach takie życie.
Tęsknię za Krakowem, mało tam bywam, ale bardzo często mnie jakaś wielka tęsknota za nim ogarnia. Często śni mi się, że zwiedzam uliczki tego miasta i spóźniam się na pociąg powrotny do domu. Kraków ma ogromną moc przyciągania, zawsze uderza we mnie magia gdy wchodzę na rynek, biorę głęboki oddech, spoglądam na Adasia i przepiękne, najpiękniejsze budynki, kamieniczki i liczne malutkie pełne romantyzmu i tajemniczości uliczki. Niestety ostatnie moje wycieczki do Krakowa nie były zbyt długie, nie mogłam w pełni zatopić się w jego klimacie. Bardzo, ale to bardzo bym chciała móc teraz spacerwać po rynku, wzdłuż Wisły, w zupełnej ciszy, bez zbędnych słów. Zaczarowana kolorowymi barwami różnorodnych świateł. Och, jak bym chciała móc tam udać się tak po prostu, bez ograniczenia terminem pobytu, tak po prostu móc po prostu nasycić się Krakowem choć troszkę, spokojnie, bez pośpiechu. Kocham to miasto, nienawidzę jednak wspomnień z nim związanych...a

poniedziałek, 21 września 2009

Zadziwiające, jak w ciągu jednej sekundy może się zmienić nasz stosunek do drugiego człowieka. Dotychczas, ktoś, w kogo byliśmy wpatrzeni jak w obrazek staje się niemalże wrogiem, który zdradził. Towarzyszący temu ból i kołatanie serca jest gorsze niż rozcięta rana, z której bryzga krew. Pomimo, iż bardzo, z całego serca ktoś przeprasza za swój uczynek, a my, bardzo ale to bardzo chcielibysmy przebaczyc, to jednak zadra tkwiąca w duszy, tak mocno odciska swoje piętno, że nie pozwala zapomniec, nie pozwala wybaczyć. Co wtedy z uczuciami się dzieje, czy miłość do tej pory ogromna, spada niczym anioł z piedestału niebieskiego? Staje się potępieniem? Miłość potrafi przezwyciężyć wszystko, reszta zależy od naszych chęci. Jednakże zdarza się że owe chęci tak się blokują, istnieje niewidzialna granica, której za cholere nie można przejść. I ciągłe analizowanie słów, próba wytłumaczenia sobie, że to nie jest tak jak wygląda spełza na niczym. Chciałabym umieć zapominać... żyło by mi się niewątpliwie łatwiej. Sama siebie oszukuję, że wybaczam, nie myślę... guzik prawda, nigdy niczego nie zapominam, wszystko co złe wciąż wraca, mimo pragnienia zapomnienia. Na ile mi starczy sił by z tym żyć. Jak jeszcze zmienią się uczucia? Co będzie gdy przestaną istnieć? Czas pokaże? Za ile? Jak długo jeszcze będę czekać i cierpieć? Jak długo będę oszukiwać że chcę i potrafię dalej iść tą drogą?
Owszem, nikt nie jest ideałem, każdy popełnia błędy. Ale co mnie to obchodzi. Nienawidzę fałszu, odgrywania szopek, by tylko przypodobać się, zacwaniakować przed znajomymi. Jest to dwulicowe, najgorsze kłamstwo. Nie umieć być sobą przed znajomymi, grać dziwne role, by uchodzić za niezależnego człowieka... Szkoda, że w dzisiejszych czasach jest coraz więcej tchórzy, nie potrafiących otwracie, bez ściemniania być sobą. Jest jedno trafne przysłowie: "Bądź sobą, jeśli nikim innym być nie potrafisz". Żałosne, że niektórzy tak robią, nawet o tym nie mając świadomości.

wtorek, 15 września 2009

Szczęśliwym jest ten, kto żyje przy boku ludzi szczęśliwych. Dlatego tak ważne jest by dbać o szczęście innych osób. Do wniosku takiego dochodzi się po latach, przynajmniej w moim wypadku. Przekonałam się o tym, gdy próbując naprawić kilka spraw, mimo wszelkich starań nie zawsze mi wychodziło. Nigdy nie wiedziałam dlaczego mimo szczerych chęci nic nie idzie po mojej myśli. Tak naprawdę skupiałam się jedynie na sobie, na poprawie tylko tego, co zepsułam. Nie było to złe wyjście, aczkolwiek nie jedyne. Zauważyłam, że tak bardzo chciałam poprawić to co zniszczyłam, że skupiałam się tylko na tym, nigdy tak naprawdę nie zastanawiając się, co zrobić by komuś było ze mną dobrze. Chciałam tylko naprawiać siebie, nie biorąc pod uwagę, jak to wpływa na bliskich. Naprawiając swe uczynki nie byłam szczęśliwa. Doszło do mnie, że tak naprawdę chwytam szczęście, gdy komuś jest przy mnie dobrze, gdy ktoś jest obok mnie uśmiechnięty, zadowolony. Wtedy czuję, że żyję, że wszystko ma sens.
Obecnie czuję się bardzo spełniona, bogata... a to za sprawą człowieka, który przestał bać się mówić mi co czuje, jak się czuje, co robię źle. Tak więc upajam się nim i będę tak długo, dopóki będę wiedziała, że tylko przy Nim życie nabiera barw. Tylko wtedy, gdy będę spełniona, on będzie przy mnie. Bo oboje będziemy szczęśliwi...

poniedziałek, 14 września 2009

Chcę Ci pomóc, naprawdę chcę... pragnę tego całym sercem. Niestety... nie potrafię. Bezsilność jest demonem, tak właśnie wygląda piekło. Karmi się niemocą ludzi zwykłych. Upaja się momentem, gdy człowiek bez sił popełnia błędy, napełnia się złością, rości pretensje do wszystkich o wszystko. Wyczuwa słabość, wtedy pojawia sie z pomocną dłonią, staje się nadzieją. Potem patrzy z dumą, jak tracąc wszystko staczasz się na dno.
Nadzieja to demon w przebraniu. Gdy zrzuca maskę zostaje bezsilność.
Tak więc są sytuacje bez wyjścia, nie każdy kij ma dwa końce, nie każde cierpienie ma sens...

środa, 9 września 2009

Najgorzej jest żyć ze świadomością, iż wie się o kilku sprawach, które wprost nie zostały powiedziane. Udawać dalej, że się nie wie??? To jak istnieć w niewiedzy, niespełnieniu. Zapytać wprost? Nie, to nie dla mnie, tak nie potrafię. Najpewniej kiedyś wykorzystam to, lecz czy nie będzie za późno? Ciągle nowe pytania, ciągle nowe wątpliwości. Na początku łudziłam się, że to wytwór wyobraźni, że za bardzo się przejmuję, wyolbrzymiam problem. Lecz nie na długo wystarcza taki tok myślenia. Spalam się od wewnątrz i w obecnym momencie czuję ból z powodu pustki, którą wypełnić może tylko prawda. Najbardziej przerażające jest to, że wiele razy tak naprawdę do końca nie znamy intencji otaczających nas ludzi.

poniedziałek, 7 września 2009

Czas zamienić klęski na zwycięstwa

Chcę się zmienić, dłużej tak nie wytrzymam. Psychicznie, fizycznie naprawdę jestem wrakiem. Ciągle tak ciężko zmienić wypad na piwko ze znajomymi na spokojny wieczór z pełnym relaksem, bez pośpiechu bez kaca na drugi dzień. Żyć tak już nie dam rady dłużej. Wszystko za bardzo przytłacza. Zmienia się sposób myślenia, coraz więcej nerwów... być może z niewyspania. Organizm już zaczął się buntować. I dokąd to tak naprawdę zmierza?? Chciałabym być silniejsza, umieć powiedzieć STOP. Lecz tak naprawdę do końca za mało mam odwagi, zbyt dużo niepewności. Kiedyś byłam inna, chyba za bardzo się w tym zatraciłam. Dotychczas wierzyłam, że tamto rozstanie dało mi dużo dobrego, nic nie zabrało, więcej zostawiło. Wiem teraz, że w pewnej części to bzdura. Wypruło ze mnie nerwy, zostawiło chęć do zapomnienia. Tą chęcią karmiłam się długo, upijając się, szukając wrażeń by zapełnić pustkę, która została. Gdy karta się dla mnie odwróciła moment poznawania nowego szczęścia, zauroczenia był zbyt silny by przyjąć na trzeźwo. A może po prostu to polubiłam??? Ostatnio straciłabym to tylko przez upicie się i wypowiedzenie słów, których żaden człowiek choćby nie wiem jak twardy usłyszeć nie chciał, nie wytrzymałby. I dlaczego? Nie wiem, wytłumaczyć nie potrafię... pewnie znów za dużo wypiłam. Dopóki nie jest za późno, dopóki nie zdominował całego życia, porzucę to po prostu zaczynając nową drogę z kimś za kogo oddałabym życie. Nie dam rady sama... wiem. Musze nauczyć się wytrwałości i tak naprawdę szanowania zdania najbliższych.
Dość mam kłamstw, wyrzutów sumienia, kaca tym razem moralnego. Dość mam głupot popełnianych prawie na każdym kroku. Usiadłam, spytałam dlaczego to robię. Odpowiedź jeszcze nie nadeszła...
Duży krok, jeden z wielu, które jeszcze przede mną. Nastąpi to co nieuniknione, gdy pragnie się być z kimś blisko. Jest i strach i poczucie zadowolenia, troszkę niepewności, lecz przede wszystkim dużo wiary... Ciąg pytań: "Jak to będzie?", "Czy się uda?". Wiem jedno chcę tego w tej chwili jak niczego innego. Wspólne mieszkanie, wspólne marzenia, słowo MY zamiast JA. Dużo się zmieni, a jednak niewiele. Dotychczas dzieliły nas osobne noce i godziny pracy, reszta część życia była wspólna. Już bliżej niż dalej, serce wali z podniecenia, a w żołądku skurcz... Będzie dobrze, tak to czuję, tylko z Nim swe szczęście zbuduję. Lecz czy Mu będzie dobrze, czy się nie przeliczy? Jak nam naprawdę razem będzie? Nie wiem. Wiem jedno tylko CHCEMY... i tylko to się liczy.

środa, 2 września 2009

"Pewnego razu... żyli długo i szczęśliwie. Historie, które opowiadamy są ze snów.
Bajki się nie sprawdzają. (…)
Rzeczywistość jest bardziej niepogodna... mroczna... straszna.
Rzeczywistość jest dużo bardziej interesująca, niż życie długo i szczęśliwie. "