Od roku i 2 miesięcy mogę powiedzieć że jestem... szczęśliwa??? Ciężko określić człowieka jako szczęśliwego lub nie, gdy radosne chwile i przeżycia czerpie tylko z jednego źródła podczas gdy wszelkie pozostałe aspekty życia zostają osnute żalem, cierpieniem i gniewem. Rozpoczęłam pewien etap w swoim życiu... związałam się oficjalnie z pewną osóbką, którą z dnia na dzień potrzebuję coraz bardziej, którą z dnia na dzień kocham coraz mocniej. Pomimo, iż znaliśmy się i spotykaliśmy już wcześniej, gdy ktoś zapytał mnie o relacje z Nim zawsze kategorycznie odpowiadałam „Nie to nie jest mój chłopak... Nie, nie jesteśmy razem”. Dlaczego negowałam coś, co dla otoczenia wydawało się oczywiste? Strach przed nowym związkiem, strach przed tym, iż znów mogę się do kogoś przyzwyczaić, kogoś pokochać? Tak naprawdę w głębi serca pragnęłam być z kimś... mieć kogoś przy sobie do kogo mogłabym się przytulić, z kim mogłabym spędzać wieczory itp. itd. W rzeczywistości jestem osobą, która nie potrafi samotnie iść przez życie, zawsze odczuwam silną potrzebę bycia z kimś. Nie jestem typem samotnika... wręcz przeciwnie – samotność mnie męczy i przeraża tym, że zostanie na zawsze. Z drugiej strony doskonale zdaję sobie sprawę że takie myślenie i sposób bycia może negatywnie odbić się na drugiej osobie. Wiem, że to co odczuwam, czego potrzebuję jest jedynie przejawem egoizmu. Więc dlaczego było mi ciężko postawić sprawę jasno i na każde wspomniane wyżej pytanie odpowiedzieć po prostu „Tak”. Otóż gdy poznałam Moje Szczęście, w głębi serca wiedziałam iż jest on dobrym i wrażliwym człowiekiem. Dziwne ale nie znając Go nigdy wcześniej, takie właśnie wrażenie odnosiłam, a w związku z tym za nic w świecie nie chciałam go w żaden sposób skrzywdzić. Nigdy wcześniej nie zwracałam na to uwagi, tj. nie brałam pod uwagę uczuć osoby, która była blisko. A tu pojawił się ktoś nowy, nieznany i od razu taki niespodziewany zwrot w toku myślenia. Nie wiem skąd to się wzięło... przyszło, zostało i wciąż jest. Wciąż nie chcę by Moje Szczęście było nieszczęśliwe, nie chcę jego krzywdy. Nigdy wcześniej nie czułam niczego podobnego, pomimo że byłam z kimś wcześniej bardzo bardzo długo, nigdy nie patrzyłam na Niego tak jak teraz na to Moje Szczęście.
Wraz z nową miłością nie wyzbyłam się tego, co zawsze było moją zmorą – brak zaufania i wiary że będzie dobrze. Ciągle boję się że coś pójdzie nie tak... że się rozsypie ta moja bajka.
Człowiek ten zmienił bardzo dużo w moim życiu, przez tak krótki okres czasu dokonał istnej rewolucji. Dzięki niemu tak naprawdę poznaję co znaczy współistnieć z drugim człowiekiem co znaczy wspólnie spędzona chwila, nawet w milczeniu, spokoju. Wyciszyłam się przy Nim, sprawił że cieszy mnie każda błahostka, na którą do tej pory nie zwracałam uwagi. Na początku strasznie (okropnie!!!) denerwowało mnie to, że On jest taki cichy, małomówny, że potrafi tylko patrzeć nie wypowiadając przy tym ani słowa. Teraz wiem, że by być z kimś szczęśliwym nie trzeba wciąż być przekonywanym werbalnie o uwielbieniu, kochaniu itp. Wystarczy gest, spojrzenie i wiesz że to właśnie to co najlepszego mogło cię spotykać w życiu...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz