Za oknem szaro ponuro, takie jak aura mej duszy ostatnio. Ciężko znaleźć prawdziwy powód do śmiechu, choć podobno nawet w małych cząstkach uśmiechu można znaleźć to co daje ukojenie i energię by dotrwać do następnego dnia. Pisać ostatnio też mi się nie chce... bo i o czym? Wciąż to samo od pewnego czasu... ból, smutek i łzy wypłakiwane ukardkiem z powodu braku bliskiej osóbki. Mimo, iż choroba rozwijała się bardzo długo i mieliśmy z nią bezpośrednią styczność od ponad dwóch lat, pomimo iż jej skutki odczuwaliśmy już długo nadal pozostawała jakaś iskierka nadziei w sercu. Z dnia na dzień było jej coraz mniej, jak też mniej cioci, która od stycznia leżąc w łóżku nie mówiła, przestała chodzić i jeść. Patrzyliośmy i trwaliśmy w tym wszystkim, z dnia na dzień pragnąć coraz bardziej choćby lekkiej poprawy. Każdy z nas po cichu zdawał sobie sprawę z tego, że w każdym momencie może odejść, że organizm nie wytrzyma. Z dnia na dzień trzeba było żyć ze świadomością i strachem, czy rano będzie oddychać, czy nie odjedzie tak zbyt cicho by nie móc zauważyć tego w odpowiednim momencie.
Mam poczucie winy, że nie zrobiłam wszystkiego co można było zrobić. Mam wyrzuty sumienia, że nerwowo reagowałam na wszystkie odchylenia choroby, i choć każdy mówi, pociesza że to nie tak, że nic nie byłabym w stanie zmienić to jednak to nie pomaga... Tak naprawdę nigdy nie pogodziłam się z tym, że w naszej rodzinie jest tyle cierpienia. Nie potrafiłam zrozumieć, dlaczego MY. Bo choroba członka rodziny to nie tylko cierpienie chorego, to także ból i cierpienie najbliższych osób znajdujących się w otoczeniu.
Zła jestem że nigdy nie mogłam okazać słabości, łez czy smutku. Musiałam wspierać podupadającego nerwowo wujka, "ratować" sytuacje, choć w między czasie zdarzało mi się popełniać katastrofalne błędy, jak upijanie się, wywoływanie kłótni... Niestety idealna nie jestem, odreagowywałam nie tak jak trzeba - wiem, doskonalne zdaję sobie z tego sprawę... I to dlatego tak boli... z dnia na dzień coraz bardziej, niestety... Niestety dalej musze być silna, trzymać jakoś to wszystko w kupie. Niestety...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz