Oj tak, i to dużo się dzieje ostatnimi czasy. Ale od początku.
Po ostatniej kłótni z Ptyśkiem, oboje powiedzieliśmy sobie dość. Kolejna deklaracja wyprowadzki z jego strony przelała szalę. Powiedziałam sobie, że tym razem nie będę go zatrzymywać, mimo iż w duchu ogromnie bałam się jak to będzie bez niego. Ale cóż, ileż można się ciągle przepychać między sobą. Ustaliłam, że widocznie tak musi być. Na drugi dzień z sercem na ramieniu siedziałam w pracy i czekałam, kiedy zadzwoni i oznajmi, że się zbiera do siebie do domu. No i doczekałam się telefonu, tyle że nie z informacją o wyprowadzce tylko z chęcią nawiedzenia mnie w pracy i porozmawiania. He, jeszcze lepiej pomyślała,m nie dość że się wyprowadzi, to jeszcze oznajmi mi to w pracy z morzem zapewne wypominek złego i z pretensjami. Więc siedziałam spokojnie (a raczej na odwrót) i czekałam na jego przybycie, w myślach oswajając się z tym, co ma nadejść.
Odgłos naciskanej klamki, drzwi się otworzyły... Przyszedł, mina poważna... myślę - będzie ciężko. Ni z gruchy ni z pietruchy zupełnie się tego nie spodziewawszy, zaczął deklarować swoją miłość, niemożność życia beze mnie itp. itd. Ciach prask przykląkł i pierścionek był na palcu. Nie wiedziałam w pierwszej chwili co się dzieje. Serce waliło mi jak oszalałe... Pierścionek cudny, śliczny, emocje ciskały łzy do oczu.... Tak oto w dniu 1 grudnia 2009 r. mój Ptysiek zamiast się wyprowadzić zadeklarował pobyt na stałe ;).
Od tego momentu świat głębokich uczuć, miłości i niesamowitych przeżyć się otworzył. Nie pamiętam kiedy czułam tak silną więź z Nim, jak bardzo czułam iż należymy tylko do siebie. A teraz, dziś, jedziemy zamawiać salę na weselicho ;), które mamy nadzieję odbędzie się już w sierpniu.
Z jednej strony doczekać się nie mogę, z drugiej okropnie się boję - przygotowań, nerwów, i całego harmideru z tym związanego. Boję się też jeszcze tego, że znów przyjdą kłótnie, boję się, że potem nie będzie już odwrotu. Bo pomimo tego, że bardzo się kochamy i chcemy być razem ze sobą to życie niesie wiele niespodzianek, szczególnie tych przykrych, a znając nasze usposobienia kłótni też sporo będzie. Ale czy wytrzymamy??? Myślę, że tak, choć burzę niejedną przetrwaliśmy, wiem że nadejdą jeszcze gorsze. Ale wolę to przeżywać z Nim niż bez Niego.
Kocham Cię ogromnie mój Głuptasku ;*
Po ostatniej kłótni z Ptyśkiem, oboje powiedzieliśmy sobie dość. Kolejna deklaracja wyprowadzki z jego strony przelała szalę. Powiedziałam sobie, że tym razem nie będę go zatrzymywać, mimo iż w duchu ogromnie bałam się jak to będzie bez niego. Ale cóż, ileż można się ciągle przepychać między sobą. Ustaliłam, że widocznie tak musi być. Na drugi dzień z sercem na ramieniu siedziałam w pracy i czekałam, kiedy zadzwoni i oznajmi, że się zbiera do siebie do domu. No i doczekałam się telefonu, tyle że nie z informacją o wyprowadzce tylko z chęcią nawiedzenia mnie w pracy i porozmawiania. He, jeszcze lepiej pomyślała,m nie dość że się wyprowadzi, to jeszcze oznajmi mi to w pracy z morzem zapewne wypominek złego i z pretensjami. Więc siedziałam spokojnie (a raczej na odwrót) i czekałam na jego przybycie, w myślach oswajając się z tym, co ma nadejść.
Odgłos naciskanej klamki, drzwi się otworzyły... Przyszedł, mina poważna... myślę - będzie ciężko. Ni z gruchy ni z pietruchy zupełnie się tego nie spodziewawszy, zaczął deklarować swoją miłość, niemożność życia beze mnie itp. itd. Ciach prask przykląkł i pierścionek był na palcu. Nie wiedziałam w pierwszej chwili co się dzieje. Serce waliło mi jak oszalałe... Pierścionek cudny, śliczny, emocje ciskały łzy do oczu.... Tak oto w dniu 1 grudnia 2009 r. mój Ptysiek zamiast się wyprowadzić zadeklarował pobyt na stałe ;).
Od tego momentu świat głębokich uczuć, miłości i niesamowitych przeżyć się otworzył. Nie pamiętam kiedy czułam tak silną więź z Nim, jak bardzo czułam iż należymy tylko do siebie. A teraz, dziś, jedziemy zamawiać salę na weselicho ;), które mamy nadzieję odbędzie się już w sierpniu.
Z jednej strony doczekać się nie mogę, z drugiej okropnie się boję - przygotowań, nerwów, i całego harmideru z tym związanego. Boję się też jeszcze tego, że znów przyjdą kłótnie, boję się, że potem nie będzie już odwrotu. Bo pomimo tego, że bardzo się kochamy i chcemy być razem ze sobą to życie niesie wiele niespodzianek, szczególnie tych przykrych, a znając nasze usposobienia kłótni też sporo będzie. Ale czy wytrzymamy??? Myślę, że tak, choć burzę niejedną przetrwaliśmy, wiem że nadejdą jeszcze gorsze. Ale wolę to przeżywać z Nim niż bez Niego.
Kocham Cię ogromnie mój Głuptasku ;*

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz