Miłość to nie tylko motyle, kolorowa tęcza, szybsze bicie serca i blask szczęścia w oku. Miłość to też cierpienie, ból, łzy i czasami bezradność. Na niektóre sytuacje nie mamy wpływu, przychodzą znikąd i psują to co budowało się przez długi czas. Za niektóre "potyczki miłosne" odpowiedzialni jesteśmy sami...
Nie do końca zrozumiałe jest to jak z minuty na minutę nasze życie może ulec zmianie, jak łatwo jest stracić drugą połówkę, przed chwilą tak kochaną a po chwili znienawidzoną. Po pewnym czasie emocje opadają, nadchodzi żal za to co powiedzieliśmy, zrobiliśmy. Często nie ma już odwrotu i traci się coś cennego na zawsze.
Podobno, jednak, najlepiej jest ochłonąć i na "trzeźwo" rozpatrzeć problem, bez podejmowania radykalnych kroków w chwili wzburzenia. Dlatego poniekąd cieszę się, że mimo wszystko, potrafimy rozwiązać problem prawie że natychmiast, po chwili milczenia, krzyków, nadchodzi spokój... Inna rzecz się ma w sytuacji, gdy nawet chcemy pogodzenia to żadne z nas nie chce pierwsze uczynić gestu pojednania lub każde upiera się przy swoim i tłumaczy się, że to nie on/ona jest winne wszystkiemu. Zaczyna się swego rodzaju gra, jak ty nic nie zrobisz ja udowodnię Ci, że ja też wytrzymam. I tak bierze się na przetrzymanie, jedno drugiego. Jaki jest tego skutek??? Niewątpliwie utrata zaufania do drugiej strony, niewątpliwie pomimo wszystko jakiś ułamek uczucia znika bezpowrotnie. Taka gra jest gorsza od samej kłótni. Nie bardzo wiadomo jak się zachować, odezwać się, czy nie. No pewnie, że nie bo tamta osoba też się nie odzywa ... i taka dziecinada potrafi trwać dłuższy czas. I tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawę, jak związek i relacje uczuciowe zmieniają się na gorsze. Bo czasami samo milczenie wywołuje cierpienie. Sama świadomość tego, że gra się z czyimiś uczuciami nie zawsze jest jasna, ale niestety tak jest. To nie jest gra dwojga ludzi. To jest gra ich uczuć, wytrzymałości i upartości. Nawet gdy potem dojdzie do zgody, nie wszystko jest takie samo, jak było. Jakiś cień w sercu zostaje. Nawet gdy w takich chwilach mam ochotę podejść, przeprosić, przytulić, to coś mnie powstrzymuje... Najgorsze jest to że z każdą kłótnią ten opór jest coraz większy. I być może kiedyś zostanie na zawsze, powstrzymywać będzie mimo wszystko. No cóż, takie jest życie, takie są relacje, taka jest miłość??? Miałam nieco odmienne o niej wyobrażenie...
Nie do końca zrozumiałe jest to jak z minuty na minutę nasze życie może ulec zmianie, jak łatwo jest stracić drugą połówkę, przed chwilą tak kochaną a po chwili znienawidzoną. Po pewnym czasie emocje opadają, nadchodzi żal za to co powiedzieliśmy, zrobiliśmy. Często nie ma już odwrotu i traci się coś cennego na zawsze.
Podobno, jednak, najlepiej jest ochłonąć i na "trzeźwo" rozpatrzeć problem, bez podejmowania radykalnych kroków w chwili wzburzenia. Dlatego poniekąd cieszę się, że mimo wszystko, potrafimy rozwiązać problem prawie że natychmiast, po chwili milczenia, krzyków, nadchodzi spokój... Inna rzecz się ma w sytuacji, gdy nawet chcemy pogodzenia to żadne z nas nie chce pierwsze uczynić gestu pojednania lub każde upiera się przy swoim i tłumaczy się, że to nie on/ona jest winne wszystkiemu. Zaczyna się swego rodzaju gra, jak ty nic nie zrobisz ja udowodnię Ci, że ja też wytrzymam. I tak bierze się na przetrzymanie, jedno drugiego. Jaki jest tego skutek??? Niewątpliwie utrata zaufania do drugiej strony, niewątpliwie pomimo wszystko jakiś ułamek uczucia znika bezpowrotnie. Taka gra jest gorsza od samej kłótni. Nie bardzo wiadomo jak się zachować, odezwać się, czy nie. No pewnie, że nie bo tamta osoba też się nie odzywa ... i taka dziecinada potrafi trwać dłuższy czas. I tak naprawdę nie zdajemy sobie sprawę, jak związek i relacje uczuciowe zmieniają się na gorsze. Bo czasami samo milczenie wywołuje cierpienie. Sama świadomość tego, że gra się z czyimiś uczuciami nie zawsze jest jasna, ale niestety tak jest. To nie jest gra dwojga ludzi. To jest gra ich uczuć, wytrzymałości i upartości. Nawet gdy potem dojdzie do zgody, nie wszystko jest takie samo, jak było. Jakiś cień w sercu zostaje. Nawet gdy w takich chwilach mam ochotę podejść, przeprosić, przytulić, to coś mnie powstrzymuje... Najgorsze jest to że z każdą kłótnią ten opór jest coraz większy. I być może kiedyś zostanie na zawsze, powstrzymywać będzie mimo wszystko. No cóż, takie jest życie, takie są relacje, taka jest miłość??? Miałam nieco odmienne o niej wyobrażenie...

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz